onewish blog

Twój nowy blog

Brakuje mi liceum…
I może to dziwne, ale brakuje mi nauki.
Zaczynam matematykę i wiem, że studia będą ciężkie.. Jak cholera. A mimo to w wolnej chwili łapię za książkę z gramatyką angielskiego, słówkami i chłonę…
Lubię się uczyć bo wiem że chwila nauki przyniesie mi dużo kożyści.

Brakuje mi ludzi z liceum.
Wielu z nich pozabijała bym, ale wielu poprostu mogę już nigdy nie zobaczyć…

Brakuje mi długich przerw, jedzenia warzyw i picia kawy…

Brakuje mi chwil w górach z przyjaciółmi… Teraz się rozjedziemy i nie wiem co będzie.

Wiem że poznam nowych ludzi, ALE… Trudno mi zostawić to wszystko za sobą…

Większość rzeczy do nowego mieszkania mam już kupioną.
Nowe mieszkanie-przeprowadzam się i wiem że to już prawdopodobnie na stałe.
Rodzie kupili mieszkanie we Wrocławiu. No i przenoszę tam praktycznie wszystko… Pokój jes urządzony od zera…
Nie wiem co myśleć. Rodzina zostanie 2 godziny drogi dalej.

Pocieszam się że będzie dobrze. Uczelnia blisko, książki pod ręką, przyjaciółka za ścianą…
Będzie dobrze!

Dieta?
A no jest… Jakoś nie myślę o niej jak o diecie.
Przyzwyczaiłam się jakiś czas temu do kilkudniowych głodówek i fakt że codziennie jem i to sporo sprawia że psychicznie nie czuję się źle. Zupa kapuściana nie jest zła bo zrobiłam ją mega ostrą, nie przeszkadza więc brak soli, kostek czy mięsa. Prawie jak woda z kapustą, cabulą, pomidorami i papryką…. Ale zapycha i praktycznie nie ma kalorii-a to się liczy.
Owoce i warzywa… Też zapychają.
Jest dobrze.

Waga dziś już 60 a nie 61.
Waga docelowa 1:58kg
Waga docelowa 2:56kg
Waga docelowa 3:54kg
Długa droga, ale sama nawarzyłam piwa….
Hmmm…
Przynajmniej wróciła mi normalna praca jelit :)) Mam zamiar mówić nie bulimii i przeczyszczaczom.
Głodówki i kapuśniana? TAK! :))

Ehh… Dziwny ten mój nastrój… Sama nie wiem co myśleć.
Oby do przodu!

Podoba mi się ta dziewczyna… jest cudnie chudziutka :)) Pozostaje mi pozazdrościć i brać za ideał :))

Pierwszy dzień zawsze jest łatwy. Jutro będzie gorzej. Wg planu powinnam zjeść zupę kapuścianą i warzywa (głównie zielone, bez fasoli, kukurydzy itd.) Ale jutro jadę do Wrocławia szukać kanapy do pokoju kumpeli. No i tu mam problem. Jadę z mamą i koleżanką… I będę musiała zjeść obiad… Mam nadzieję że uda mi się coś przekombinować. Rano przed wyjazdem zjem zupę i do torby wezmę warzywa w plastikowym pojemniku… Może najem się nimi i powiem że nie jestem głodna.

Znów zaczyna się kombinowanie… Nienawidzę tego!
Dlaczego poprostu nie mogę powiedzieć: „Chcę być chuda, nie będę jeść, dajcie mi spokój.” ???

Dlaczego to jest takie dziwne?

Kiedy patrzę na AJ dodaje mi ona motywacji…
Jutro będzie dobrze. Jeśli chcę-potrafię. Muszę mieć tylko trochę samozaparcia.
MOTYWACJO! PRZYJDŹ!

edit:
Wróciłam z Wrocławia. Bilans? Na obiad zjadłam warzywa zapiekane i wmusili we mnie ciastko… Wziełam najmniejsze i najmniej kaloryczne, nie zadręczam się bo było dobre a chodziłam tyle że padam z nóg… Jestem zmęczona, pozatym organizm odzwyczaił się od wysiłku i małej liczby kalorii. Jest dobrze :))
Jutro? Kapuściano trwaj!

Właśnie doszłam do wniosku że na tym blogu pokazuję się od najpłytszej strony…
No nic, na codzień jest inaczej więc może tu znajdę miejsce by pokazać komukolwiek drugą stronę medalu.

Czuję, że potrzebowałam przerwy, by zrozumieć jak bardzo jestem uzależniona od jedzenia.
Nie myślałam że mogę czuś się lepiej na samą myśl o diecie :))
Gotuję zupę kapuścianą… zjadłam połowę jabłkai nektarynę… Kiedyś to wystarczyło by mina 2 dni a teraz? czuję w żołąku porażkę którą poniosłam przez ostatnie miesiące. Rozepchany brzuch burczy. Ale powoli czuję się jak dawniej :))
Uśmiech nie zniknie dziś z mojej twarzy!

Tylko raz za razem zadaję sobie pytania: warto? zrezygnowałam bo niszczyło to moje życie….

Ale mówię sobie, że warto!
Chcę być szczupła i jeżeli mam wybór pomiędzy chipsami, ciastkami, tłustymi daniami a niskokalorycznym jedzeniem to wybieram to drugie, bezwahania! Wiem że czasem jest źle, że ma się dosyć. Ale teraz czuję że nienawidzę „złego jedzenia”. Nienawidzę! Tak samo jak bulimii.

Dziś zaczynam kapuścianą. W sobotę nic aż do zjazdu absolwentów. Zjem tam kawałek ciasta…. Niedziela obiad u dziadków, ale oni już nie wmuszają we mnie jedzenia więc tylko trochę skubnę i więcej nic. Poniedziałek kapuściana od nowa, CAŁA.

Co później? Pewnie 1000kcal i obniżanie kalorii.

Boję się jak cholera.

Nie mów mi że mam problem, gdy wiem że go mam. Jeżeli nie chcesz czytać takich głupot to nie czytaj. Poprostu wyjdź.

Mam 172cm wzrostu i ZNÓW ważę 61kg.
Nie pozwolę sobie znów na powrót do 63kg od których zaczynałam któryś z kolei etap…
Kiedyś było 72kg. Nie pozwolę na taką wagę!
Postanowiłam już dawno że nie będę ważyła powyżej 57kg i słowa dotrzymam.

Rozepchałam sobie żołądek przez ten miesiąc…
Więc zaczynam od zera.

Kapuściana na obkurczenie żołądka.

W sobotę (25) zjazd absolwentów z gimnazjum więc do soboty kapuściana w sobotę będę musiała zjeść „normalnie” na zjeździe by nikt niczego nie zauważył. więc 25=głodówka aż do balu i od 26 Kapuściana od nowa.

Od czegoś trzeba zacząć a z moim bezdennym workiem zamiast żołądka pierwsze 3 dni to będzie koszmar…
Ale dam radę. Już nie raz dałam radę!
Nie mogę zacząć studiów i walki w tym samym czasie bo nie dam rady…
Muszę to zrobić teraz.

Co tydzień nowe postanowienie.

Postanowienie pierwsze?
Rozpocząć walkę z głodem, wilczym apetytem, wagą i samą sobą. Stop bulimii.





  • RSS